Przed środowym spotkaniem zarówno trener Igor Milicić jak i zawodnicy Anwilu przestrzegali przed hurraoptymizmem i wyciąganiem pochopnych wniosków z wygranego przed dwoma miesiącami spotkania z BK Ventsplis. Zwracali uwagę, że to już zupełnie inna drużyna, wzmocniona i niewiele przypominająca tą ”zdewastowaną” przez Rottweilery w Windawie 99:78.

Rzeczywiście, sądząc po tabeli grupy A Basketball Champions League, obie drużyny prezentują w rozgrywkach podobny poziom. Obie, od czasu październikowego spotkania, zdołały zgromadzić na swoim koncie po 3 zwycięstwa i obie sąsiadują ze sobą w tabeli. Stawką meczu w Hali Mistrzów, było więc nie tylko czwarte zwycięstwo, ale przede wszystkim zbliżenie się do awansu do kolejnej rundy gier BCL. W kontekście ”tłoku” w środkowej części tabeli, spotkanie jak to z BK Ventsplis, znaczenie miało podwójne.

Podopieczni doskonale znanego w Polsce trenera Robertsa Stelmahersa  w mecz weszli słabo. Dwie trójki, najpierw Aarona Broussarda, a kilkadziesiąt sekund później Chase’a Simona pozwoliły na szybkie zbudowanie niewielkiego prowadzenia. Ventsplis odpowiadał, jednak podkoszowi z Łotwy mieli olbrzymie problemy ze sforsowaniem defensywy włocławian. W tej części gry szczególnie nieporadnie zaznaczał swoją obecność Ousmane Drame, notujący kolejne pudła do których dołożył stratę i  faul w ataku. Ze szczelną obroną, w której trudno było o czyste pozycje rzutowe nie potrafił sobie także poradzić, będący z reguły siłą napędową Ventsplisu, Aaron Johnson.

Straty i nieskuteczność w ataku Łotyszy pozwoliły Rottweilerom rozwinąć skrzydła. W ataku brylowali Sobin (4 punkty w tej części i efektowny blok na Berzinsie) i kontynuujący znakomitą serię spotkań Jarosław Zyskowski  (9 punktów w tej kwarcie). Na dwie minuty przed końcem Anwil wygrywał już 21 do 7.

Po przerwie gra się wyrównała, a z biegiem czasu ekipie z Windawy udało się nieco zniwelować przewagę. Przy stanie 27 do 17 trener Milicić wziął czas, po którym Anwil wrócił do gry z agresją w obronie i swobodą w ataku, podobną jak w pierwszej kwarcie. Dwa punkty Kostrzewskiego ( 6 w drugiej kwarcie), trójka Markovicia i kolejne dwa punkty Michalaka pozwoliły na szybkie zbudowanie przewagi (34:17), by w chwilę później… dopuścić do głosu gości, którzy ponownie zbliżyli się na 10 punktów. Główna w tym zasługa Johnsona.

Znany z występów w Ostrowie Wielkopolskim zawodnik penetrował i pozwalał na łatwe punkty wysokich, a kiedy było to możliwe przymierzał zza łuku. W tej części grał znakomicie (11 pkt., 5 asyst i 2 przechwyty w pierwszej połowie), jakby chciał udowodnić coś kibicom, którzy nie przyjęli go zbyt przyjemnie w hali, w której w ubiegłym sezonie toczył półfinałowe boje z Ivanem Almeidą, kończąc je pamiętną bójką i dyskwalifikacją. Ostatecznie Anwil wygrywał do przerwy 43 do 33.

Drugą połowę zawodnicy Igora Milicicia rozpoczęli od mocnego uderzenia. „Run” 7:0 autorstwa spółki Broussard-Zyskowski pozwolił na szybkie zbudowanie przewagi i postawił rywali pod ścianą. Anwil nie potrafił jednak „dobić” przeciwnika, który po rzutach Zakisa odrobił część strat. Kolejne minuty upłynęły na wymianie ciosów. Najpierw Lichodiej dwukrotnie trafił z trumny wyciągając Anwil na 17 punktów, po czym rywale mieli swoje „pięć minut” zakończonych trójką Johnsona (54:44). Jednak właśnie wtedy do głosu doszedł Szymon Szewczyk, który najpierw trafił ważną trójkę, po czym zanotował przechwyt po którym punktował z wolnych Kostrzewski. To jednak nie był koniec poczynań włocławskiego centra. Na sekundy przed końcem kwarty ponownie przechwycił piłkę wyprowadzaną spod kosza przez Jurevicusa i szybko rzucił z półdystansu. Trafił, a Anwil prowadził już 63:44.

Ostatnia kwarta nie przyniosła kibicom emocji, ale sporo radości. Anwil utrzymywał prowadzenie, a kolejne punkty zdobywali Wadowski, Szewczyk (11 pkt. i 2 przechwyty w spotkaniu) i dziurawiący kosz wsadami Marković. Po przeciwnej stronie pokazał się ponownie Ingus Jakovics (21 pkt w tym cztery trójki). Głównie za sprawą jego rzutów przewaga Anwilu stopniała na minutę przed końcem do 10 punktów. Niemniej, było już za późno by zmienić losy meczu.

Anwil ostatecznie wygrywa z Ventspilsem 84:71, odnotowując drugie z rzędu zwycięstwo w BCL Co najwazniejsze jednak kibice ogladali drużynę, która doskonale czyta grę przeciwników i potrafi kreatywnie odpowiadać na jego poczynania. Drużynę, która sprawnie odnajduje się na parkiecie i chwilami ”cieszy się” koszykówką, podobnie jak w końcówce ubiegłego sezonu. Znakomita defensywa ( 17 strat ekipy gości)  i co najmniej dobra gra w ofensywie – to obraz Anwilu w tym meczu.

 

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o