Sąsiedzi w tabeli i jedni z faworytów tegorocznych rozgrywek. Anwil – Arka, to spotkanie miało przynieść wielkie emocje i w nadziejach kibiców Rottweilerów przedłużenie imponującej serii zwycięstw do jedenastu.

Początek spotkania to Mateusz Kostrzewski show. Włocławski skrzydłowy był wszędzie i choć w zaledwie dwie minuty na jego koncie pojawiły się dwa przewinienia to w rubryce punkty znalazło się ich sześć, do tego dwie zbiórki i efektowny blok na Bosiciu. Delikatna przewaga drużyny z Włocławka utrzymywała się przez kolejne minuty, ale koszykarze Igora Milicicia, pomimo dobrej skuteczności za trzy, nie potrafili odskoczyć na więcej niż 5 punktów. Taką też przewagą włocławian zakończyła się pierwsza kwarta.

Na dziesięciopunktowe prowadzenie wyprowadził Anwil Michailović, który w 3 minucie kwarty trafił ważną trójkę. Drugą już, w tym spotkaniu (10 punktów, 100% skuteczności w tej części). Szczelniejsza obrona gdynian, poskutkowała jednak tym, że ekipa Igora Milicicia zaczęła mieć poważne problemy z odnalezieniem czystych sytuacji rzutowych, a Arka ponownie zbliżyła się na 4 punkty w 5 minucie kwarty. Ten dystans utrzymywał się do ostatniej minuty kwarty, wtedy jednak trzy kolejne straty Anwilu, napędzające kontry Arki spowodowały, że na przerwę drużyny schodziły przy stanie 41:41.

Drugą połowę gdynianie zaczęli z rozmachem, po kolejnych akcjach Florence’a, Bosticia i Wyki wychodząc na 8 punktów. Piłki dogrywane pod kosz do Sobina. Choć trener Milicić wziął czas, nie przełożyło się to na poprawę obrazu gry. Po dwóch rzutach Szubargi z dystansu przewaga Arki sięgnęła 12 punktów. Gdynianie złapali „luz” i łatwo odnajdowali się na pozycjach do rzutu. Tymczasem spięty Anwil szukał swoich szans pod koszem (Sobin) i za łukiem. Bez większego powodzenia. Pełna błędów i nieporozumień końcówka trzeciej kwarty nie przyniosła rozstrzygnięcia. Przed ostatnią odsłoną Arka prowadziła 61:51.

Czwarta kwarta rozpoczęła się fatalnie dla Mistrzów Polski, którzy nie potrafili znaleźć recepty na obronę gdynian. Po drugiej stronie parkietu zaś punktowali Szubarga i Florence. Wynik 69:53, na sześć minut przed końcem spotkania uznać można za najmniejszy wymiar kary. Niemniej oznaczal on także, że jedenaste w serii zwycięstwo Anwilu oddala się bardzo daleko. Za daleko. Anwil przegrał to spotkanie 66:83.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
Antekleon Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
leon
Gość
leon

Skład bez lidera i człowieka który w trudnym momęnicie zrobi coś sam z niczego.

Antek
Gość
Antek

Almeida nam jest niepotrzebny słowa Milicicia