Dogrywka nie pomogła. Anwil przegrywa z Banvitem 84:95

Po tym, kiedy Anwil Włocławek stracił szansę na awans do drugiej rundy rozgrywek Basketball Champions League spotkanie z tureckim Banvitem nie ściągnęło do Hali Mistrzów kompletu publiczności, także i ”temperatura” na parkiecie daleka była od wrzenia. Choć w spotkaniu nie brakowało dramaturgii, jednak na nieszczęście dla Anwilu, bez happy endu.

Obie drużyny rozpoczęły spotkanie aktywnie w ataku i niemrawo w obronie, dzięki czemu kibice byli świadkami wymiany ciosów, na wysokiej skuteczności. Dopiero po kilku minutach zarysowała się delikatna przewaga gospodarzy, którzy coraz śmielej radzili sobie pod koszem. Turcy zaś, po zejściu D. J. Sheltona nie mogli znaleźć równie łatwej, jak na początku spotkania, recepty na przedarcie się pod kosz Anwilu. Kiedy niemal równo z końcową syreną za trzy trafił Zyskowski Anwil wygrywał już 29:19.

Sytuacji zespołu z Turcji nie ułatwiały kolejne straty, po których na konto włocławian wędrowały szybkie punkty z kontrataku. Sytuacja nie zmieniła się diametralnie w kolejnej kwarcie. To Anwil atakował i to on chwilami imponował zaangażowaniem. Skutecznością zaś imponował Jarosław Zyskowski, który z jedenastoma punktami był najlepszym graczem Anwilu w pierwszej połowie. Wynik w tej części ustalił rzutem za trzy D. J. Shelton i Anwil schodził do szatni z ośmioma punkami przewagi.

Choć początkowo trzecia kwarta przypominała kwartę drugą i Anwil spokojnie kontrolował dystans dzielący drużyny, jednak na pięć minut przed jej końcem w grze włocławian zaczęło brakować skuteczności, a oddawane pod presja obrony Banvitu rzuty nie miały prawa znaleźć drogi do kosza. Kiedy wydawało się, że dogonienie włocławian jest kwestią czasu,(61:57) na odsiecz ponownie ruszył Zyskowski, w krótkim czasie zdobywając 5 punktów, to dzięki niemu i akcji 2+1 Broussarda Anwil rozpoczął czwartą kwartę od sześciu punktów prowadzenia. Ten ostatni zresztą stał się „cichym bohaterem” tego fragmentu spotkania, trafiając dokładnie wtedy kiedy było to niezbędne.

Tak właśnie stało się choćby na początku czwartej kwarty, kiedy od jego trafienia rozpoczęła się kolejna punktowa ucieczka Rottweilerów (warto dodać, że do 9 punktów dołożył też 7 zbiórek, z czego 4 w ataku). Bezpiecznym prowadzeniem włocławianie cieszyli się jednak tylko kilka minut. Po trafieniach Alexa Pereza i McKenziego Moore’a przewaga ta szybko topniała i na niespełna cztery minuty przed końcem wynosiła już tylko 4 punkty. Choć podopiecznym Igora Milicicia udało się na chwilę wybić z rytmu Banvit, to dwie kolejne trójki Sheltona i Pereza sprawiły, ze na 28 sekund przed końcem na tablicy wyników pojawił się remis 80:80. Szarża Michalaka nie pomogła i kibice w Hali Mistrzów zobaczyli dogrywkę.

Dogrywkę, w której jedna „trójka” Alexa Pereza sprawiła, że ekipa z Turcji wywiozła z Włocławka zwycięstwo. Kiedy trafił na trzy minuty przed końcem, wyprowadzając Banvit na trzy punkty przewagi, a po chwili swoja cegiełkę z wolnych dołożył Neal, przewaga ekipy z Turcji była już niepodważalna. „Dowiezienie” tego prowadzenia do końca spotkania było już tylko formalnością. Formalnością, którą koszykarze Hakana Demira spełnili, wygrywając ostatecznie 84:95.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o