Kiedy w sobotnim spotkaniu z HydroTruckiem Radom Aleksander Czyż, utykając zasygnalizował konieczność zmiany i nie pojawił się już na parkiecie serca kibiców mogły zadrżeć. Na szczęście uraz wyklucza go z gry na zaledwie kilkanaście dni. W meczu z Legią nie zagrał, nie przeszkodziło to Rottweilerom w odniesieniu pewnego zwycięstwa.

To był mecz bez historii, od początku kontrolowany przez podopiecznych Igora Milicicia, o ile jeszcze w pierwszej kwarcie można było spodziewać się emocji, to z biegiem minut jasnym stało się, że ten mecz nie przyniesie niespodzianki.

Od początku tempo narzucali gospodarze. Rzuty Almeidy i przede wszystkim Lichodieja pozwoliły włocławianom na utrzymywanie czterech punktów przewagi na zakończenie kwarty. Kwarty, w której gracze z Warszawy prowadzili zaledwie przez kilkadziesiąt sekund.

W drugiej odsłonie tego spotkania rywale Anwilu rzucili się do odrabiania strat i po serii rzutów Prewitta dogonili włocławian (18:18). To jednak był jednocześnie koniec nadziei kibiców Legii na wyszarpanie zwycięstwa w tym meczu. Wadowski, Simon i przede wszystkim Sobin sprawili, że przewaga Anwilu momentalnie wzrosła do 7, zaś po rzucie Almeidy 9 punktów. Gracze z Warszawy walczyli i w końcówce tej kwarty zniwelowali nieco przewagę włocławian (33:28), ale wtedy podopieczni Igora Milicicia ponownie nastawili celowniki, po trafieniach Simona wygrali kwartę i na przerwę schodzili przy stanie 41:32.

Druga połowa rozpoczęła się od koncertowej gry gospodarzy. Trafienia Lichodieja i Zyskowskiego najpierw wyprowadziły Anwil na 11-punktowe prowadzenie a wkrótce ta przewaga jeszcze się powiększyła. Włocławianie nie zwalniali tempa i na 5 minut przed końcem kwarty prowadzili już 20 punktami. Choć legioniści starali się walczyć, tego dnia brakowało im pomysłu na sforsowanie defensywy włocławian.

Ostatnia odsłona mogła cieszyć oko kibiców w Hali Mistrzów emocji jednak nie przyniosła. Kilkunastopunktowe prowadzenie Anwilu utrzymywało się od początku do jej końca. Niespodzianki nie było, choć można było odnieść wrażenie, że gracze z Włocławka nieco rozluźnili szyki, dzięki czemu porażka legionistów nie była aż tak dotkliwa, jak mogła. Wynik 89:75 nie do końca oddaje to, w jaki sposób Rottweilery kontrolowały to spotkanie. Liczy się jednak przede wszystkim to, że kolejne zwycięstwo pozwala myśleć Anwilowi realnie o zdobyciu pierwszego miejsca po rundzie zasadniczej. Na błędy pozwolić sobie już nie można. I tych, nie było.

Anwil Włocławek – Lega Warszawa 89:75 (18:14, 23:18, 26:20, 22:23)
Anwil: Lichodiej 22, Almeida 13, Simon 13, Broussard 11, Sobin 10, Szewczyk 10, Zyskowski 5, Łączyński 3, Wadowski 2

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o